Page 10 - Demo_ksiazki
P. 10

Ważna sprawa, od której zależał los całej rodziny, została rozstrzyg-
               nięta od razu.
                  Amra pracował do wieczora, a gdy matka zawołała wszystkich
               na wieczerzę, z dumą spojrzał na pięćdziesiąt lekkich koszyczków,
               zawieszonych parami na tyczce bambusowej.
                  Po posiłku pobiegł do miasta, wziąwszy ze sobą koszyki. Powrócił
               przed północą, obudził ojca i oddał mu zarobione cztery rupie.
                  Wyszedłszy z chaty, Amra pobiegł na brzeg Tapti.
                  Hindusi kornakowie ogrodzili tam grubymi palami znaczną prze-
               strzeń, na której pasły się słonie. Każdy z nich miał swój żłób z prosem
               i jęczmieniem, a także wielką skrzynię, codziennie napełnianą trawą,
               cienkimi gałązkami krzaków tamaryndowych, młodymi pędami bam-
               busów i sianem.
                  Amra przelazł przez parkan i rozejrzał się.
                  W zagrodzie znajdowało się trzydzieści słoni.
                  Niektóre z nich, niby olbrzymie czarne głazy, majaczyły w mroku nocy.
                  Stały na potwornych, do słupów podobnych nogach, z opuszczo-
               nymi trąbami i nieruchome – spały.
                  Inne, bardziej znużone całodzienną pracą, pokładły się i leżały,
               głucho wzdychając.
                  Amra stanął przy palach ogrodzenia i, wydawszy krótki świst, za-
               wołał cicho:
                  – Birara!
                  Słonie poruszyły uszami i podniosły trąby, węsząc zakłócającą ich
               spokój istotę.
                  Nie znały chłopaka, więc jęły przestępować z nogi na nogę i wy-
               dawać głośne chrapanie. Zupełnie wyraźnie wyrażały tym swe nie-
               zadowolenie.
                  Amra gwizdnął raz jeszcze i powtórzył:
                  – Birara!
                  Po chwili uszu chłopaka doszedł częstotliwy tupot ciężkich nóg.
                  Nad urwistym brzegiem wyrosła olbrzymia sylwetka słonia.
                  Wesoło pomrukując i sapiąc, śpieszył na wezwanie.
                  – Birara! – Łagodnym teraz i pieszczotliwym głosem zawołał na nie-
               go chłopczyk.
                  Słoń przystanął, rozglądając się w ciemności; węszył przez chwilę,
               a potem pewnym krokiem ruszył wprost przed siebie.



                                                  - 10 -
   5   6   7   8   9   10   11   12   13   14   15