Page 11 - DEMO_KSIAZKI
P. 11
korzyści chciała nadal karmić tych, którzy rządzili tym miastem.
To się udawało, dopóki ta mała smarkula wszystkiego nie zepsu-
ła! Uch! Ile by Alberta dała za to, żeby jej zmazać ten zadowolony
uśmiech z twarzy. Ale, co ona biedna może zrobić? Nic, po pro-
stu nic. Chyba że… zaraz, zaraz. O czym te dwie rozmawiały? Kto
tam się na kogo obraził? I co to ta szkoła Tandor? Alberta zmruży-
ła oczy i zacisnęła dłoń w pięść. Może teraz nic nie zrobi, ale spo-
kojnie poczeka. A nuż nadarzy się okazja do zemsty!
Tymczasem Zuza wchodziła już do budynku dworca w Nowym
Mieście Hekk. Budynek prezentował się bardzo skromnie. Przed
wojną była to imponująca budowla, której granice wyznaczały
cztery gustowne wieżyczki, smaku zaś dodawały plafony i ścien-
ne malowidła. Do hali głównej prowadziły, z czterech stron świa-
ta, cztery pary pięknych dębowych drzwi. Ciężkie skrzydła zdobi-
ły lekkie zawijaski pełne pnączy, kwiatów i liści. Nad drzwiami wi-
siały duże stylowe kinkiety oświetlające okrągłe witrażowe okien-
ka. Podróżny, który tu wchodził, czuł dreszcz emocji i od razu na-
bierał ochoty na wielką wyprawę.
Obecnie dworcowe wnętrze raczej nie zachęcało do planowania
wielkich podróży. Jedną ze ścian podpierały drewniane bale, co na-
tychmiast podsuwało rozszalałej wyobraźni obraz wszelkich moż-
liwych katastrof. Oczywiście, dworzec ogołocony był ze wszyst-
kiego, co można było spieniężyć. Od dawna nie było tu rzeźbio-
nych drzwi, witraży, mosiężnych rzeźbionych barierek, ławek czy
nawet koszy na śmieci. Nie działała przechowalnia bagażu ani ka-
wiarnia, w której mała Zuza piła kiedyś pyszną czekoladę. Teraz
po wielkiej dworcowej hali hulał wiatr, podrywając z brudnej pod-
łogi jakieś papierzyska. Trzeba było uważać, żeby nagle nie dostać
nimi w twarz. To, co zostało po starych dobrych czasach, to wiel-
10 11

