Page 12 - Demo_ksiazki
P. 12
– Czy być może!
– Może być, skoro ja panu o tym mówię.
– Pani go zna osobiście?
Panienka, rzuciwszy klątwę na wszystkich opryszków krzywdzących ma-
larzy, rozpogodziła się niespodzianie, uśmiechnęła lekko, potem ciężko usia-
dła w fotelu.
– Czy ja go znam?! Pan skona ze śmiechu, skoro pan się dowie, jak ja go
dobrze znam.
– Dlaczego mam od razu skonać? – rzekłem ciemnym głosem. – Czy nie
mógłbym się o tym wszystkim dowiedzieć za mniejszą cenę?
– Bardzo pana przepraszam, ale mi się tylko tak wyrwało. Ja mam gębę,
że nie daj Panie Boże! Ale panu przecież też nic nie brakuje, sądząc po tym,
co pan wypisuje.
Czy mnie słuch nie myli? Ponura Narcyza niezbyt się pomyliła, oznajmu-
jąc przyjście „pannicy”. Zuchwałość „zadartego nosa” zaczynała przekraczać
wszelkie granice przyzwoitości. „Zadarty nos” obrażał mnie na moim wła-
snym terytorium, jednym tchem przypisując mi swoje własne, pyskate wła-
ściwości. Do stu tysięcy kosmatych Rolmopsów, mam tego dość! Zadzwo-
nię na Narcyzę, dam jej niewidoczny znak, a ,,zadarty nos” wraz ze swym
paskudnym kundlem rozwieje się we mgle, w czasie i przestrzeni. Straszli-
wa ta myśl musiała się odbić w moim spojrzeniu, panienka bowiem – zno-
wu z niewypowiedzianą, zuchwałą odwagą! – pogłaskała niespodzianie moją
rękę i nie powiedziała, lecz zakwiliła cichutko:
– O, pan się znowu gniewa!
– Bo chciałbym wreszcie wiedzieć – zacząłem twardo i nieuprzejmie, ale
nie miałem czasu, aby skończyć.
Oczy panienki zwilgotniały, pociągnęła zadartym nosem trzy razy, a po
chwili, jak gdyby przypomniawszy sobie, że trzeba to uczynić do pary – po
raz czwarty, złapała się ręką za zuchwałą głowę i zawiodła smętnie, nawet
z żałością:
– O, ja nieszczęśliwa... Cokolwiek zrobię – wszystko źle, cokolwiek po-
wiem – jeszcze gorzej... Ja się chyba zabiję... Niech się pan nade mną nie litu-
je! Ja jestem przeklęta przez los i Pan Bóg mnie się wyrzekł...
– Ależ, proszę pani...
– Nie, nie, niech mnie pan nie pociesza. Ja chcę umrzeć!
– Nie tu! – krzyknąłem przerażony.
12

