Page 11 - Demo_ksiazki
P. 11
Przeniosłem baczne spojrzenie z psa na panienkę, która zdołała już zapo-
mnieć o gadaniu na temat swojego niewydarzonego kundla i z żywością mu-
chy przeniosła się na inny temat.
– Jak tu u pana ładnie! – rzekła, patrząc na ściany zawieszone natłokiem
obrazów.
– Tak sobie – bąknąłem.
– Wcale nie „tak sobie”! – zawołał z przekonaniem „zadarty nos”. – Ślicz-
nie jest u pana!
Nagle ją coś poderwało. Zbliżyła się szybko do ściany, na której złocił się
i czerwienił, i gorzał żywą purpurą obrazek malarza, który sam był płomie-
niem gorejącym i zdawało się, że malował płomieniem. Malarz ten od daw-
na już malował świty i zachody na niebie, bo od dnia jego śmierci niebo było
świetniej niż zazwyczaj kolorowe i grało kolorami. Obraz nie był podpisany,
panienka zaś wymówiła nazwisko, w którym drżało wzruszenie i tkliwość.
Zdumiało mnie to cokolwiek.
– Widziała pani kiedy jego obrazy?
– Tak. Widziałam dwa, a ten jest trzeci. To był cudowny malarz!
– Mój przyjaciel – rzekłem cicho. – Umarł młodo...
– Ja wiem...
– Skąd pani o tym wie?
– O, ja wiem bardzo wiele o malarzach. Wszystko panu opowiem, ale nie
tak od razu. A ten obrazek... Boże miły! Przecie to Zawidzki...
– Tak, to Zawidzki. Ładny, prawda?
– Śliczny, a nie ładny. Przepraszam pana... Czy pan kupił ten obraz?
– Niestety nie. Dostałem go od malarza.
,,Zadarty nos” spojrzał na mnie jak gdyby z wyrzutem i rzekł niby do siebie:
– Potem się ludzie dziwią, że malarze chodzą bez butów! Niech się pan
nie gniewa – dodała głośniej – ja właściwie nie do pana to mówię. Malarz
i literat to jedna rodzina, więc sobie robią podarunki, chociaż żaden malarz
jeszcze w życiu swoim nie przeczytał książki, którą dostał od literata. Cza-
sem nią tylko pali w piecu albo rzuci za psem... Ale innych to bym utłukła
w moździerzu...
– Kogo na ten przykład?
– Tych wszystkich, co umieją od niemądrego malarza wycyganić za dar-
mo obraz. Proszę pana! Pan nie ma pojęcia o tym, ile Zawidzki rozdał ob-
razów!
11

