Page 3 - Klasyka_bez_opracowania_ania_z_zielonego_wzgorza2
P. 3

la myślała o tym, jak miła jest świadomość, że wraca do domu – do
          ognia palącego się wesoło na kominku, do ładnie nakrytego stołu
          i porównywała to uczucie z wrażeniem chłodnego dostatku, jakie-
          go doznawała na tym samym zielonym Wzgórzu wiele lat wcześniej,
          kiedy przychodziła z posiedzeń związku, a nie było jeszcze u niej ani.

           Niestety, tym razem, gdy weszła do kuchni, nie zastała w niej ani
          swojej wychowanki, ani śladu ognia. Słusznie poczuła się zirytowana
          i rozczarowana. Poleciła ani, aby przygotowała herbatę punktualnie
          na piątą, tymczasem teraz sama będzie zmuszona szybko przebrać się
          i przygotować kolację, zanim Mateusz wróci z pola.

           – Porozmawiam sobie z panną anną, gdy się zjawi – mówiła gniew-
          nie, łupiąc siekierką drewno na rozpałkę z większą energią, niż nale-
          żało. – o, Mateusz też już wrócił i cierpliwie czeka w kącie. a ona
          pewnie biega gdzieś z dianą, pisze powieści, deklamuje role lub inne
          bzdurstwa i ani myśli o swych obowiązkach. Trzeba będzie raz na za-
          wsze skończyć z tym wszystkim! Mało mnie obchodzi twierdzenie
          pani allan, że ania jest najzdolniejszą i najbardziej uroczą z dziew-
          cząt, jakie zna. Niechaj sobie będzie urocza i zdolna, lecz w jej gło-
          wie roi się od głupstw i nigdy nie można z góry przewidzieć, na jaki
          szalony pomysł wpadnie. Ledwie zapomni o jednym wybryku, już
          gotowa jest do drugiego! ale masz tobie! Przecież w tej chwili po-
          wtarzam słowa Małgorzaty Linde, która rozmawiając ze mną na dzi-
          siejszym zebraniu, w ten sposób krytykowała anię. Cieszyłam się, że
          pani allan broniła naszej małej, gdyż jestem pewna, iż w przeciwnym
          razie sama zbyt ostro odpowiedziałabym Małgorzacie, bez względu
          na obecność innych. ania ma wiele wad i nie można temu zaprze-
          czyć. ale to ja ją wychowuję, a nie Małgorzata Linde, która potra-
          fiłaby znaleźć wady w samym archaniele Gabrielu, gdyby mieszkał
          w avonlea… Lecz, bądź co bądź, skoro poleciłam tej dziewczynie za-
          jąć się kolacją, nie powinna po południu wychodzić sobie jakby ni-
          gdy nic z domu! Wprawdzie muszę przyznać, że mimo wszystkich
          jej wad, nigdy dotąd nie bywała nieposłuszna lub nieobowiązkowa...

                                         241
   1   2   3   4   5   6   7   8