Page 2 - Klasyka_bez_opracowania_ania_z_zielonego_wzgorza2
P. 2

Rozdział XXVii

                       próżność ukarana



                   pewien kwietniowy wieczór Maryla wracała, jak zwykle,
          Wz posiedzenia związku. Świadomość, że zima wreszcie mi-
         nęła, wyzwoliła w niej uczucie radości, takie, jakie wiosna wzbudza
         zarówno w ludziach starych i smutnych, jak i młodych, pełnych na-
         dziei na przyszłość. Maryla nie miała zwyczaju analizowania swych
         uczuć. Prawdopodobnie wyobrażała sobie, że myśli jedynie o swo-
         ich sprawach, o datkach dla misjonarzy i o kupnie nowego dywanu
         do zakrystii.
          Tymczasem gdzieś w głębi jej duszy kiełkowała rozkoszna świado-
         mość tego, że wokół ciągną się rdzawe pola palące się w bladej purpu-
         rze zachodzącego słońca; że wysokie, ostro zakończone cienie sosen
         padają na łąki po drugiej stronie stawu, że nieruchome klony o ciem-
         noczerwonych, nabrzmiałych pąkach, stoją wokół zwierciadlanej ta-
         fli leśnego jeziora i cały świat się budzi, a pod szarą powłoką ziemi
         pulsuje ukryte życie. Nadchodziła najmilsza pora roku, a wraz z nią
         poważny, stateczny krok Maryli stawał się coraz lżejszy i szybszy pod
         wpływem pełnego optymizmu nastroju.
          Wzrok  starej  panny  spoczął  z  miłością  na  posiadłości  zielone
         Wzgórze, którą widać było poprzez młode liście drzew. W oknach
         domu Cuthbertów odbijało się światło słoneczne, w licznych migo-
         tliwych lśnieniach. idąc pospiesznym krokiem wilgotną aleją, Mary-


                                        240
   1   2   3   4   5   6   7