Page 14 - demo_ksiazki
P. 14

Mój stary pożarł się z księdzem o dogmaty, a jeśli chodzi
            o Lulę, to osoba duchowna orzekła, że do kurwy po kolędzie
            nie pójdzie.
              Bo ten kurwi pieniądz obraziłby Boga.
              – Magdalena to niby święta była – powiedziała Lula i to był
            koniec tematu.
              W ogóle z Lulą można było konie kraść. Kiedy w tajemnicy
            przed starym poszedłem zapisać się do ogniska muzycznego
            na gitarę, Lula poszła ze mną i udawała moją matkę. Dlatego się
            udało. Ubrała się zupełnie inaczej niż na co dzień, a mimo to
            kierownik ogniska patrzył na nią i się ślinił.
              Nie robiłem specjalnych postępów, bo w domu nie mogłem
            ćwiczyć. Gdyby stary zobaczył gitarę, z pewnością rozwaliłby ją
            na kawałki. Bo jego zdaniem gitara to nie był instrument.
              Pewnie mógłbym ćwiczyć u Luli, ale bałem się, że stary usłyszy
            brzdąkanie i skojarzy sobie to ze mną.
              Tego grania było tyle co na lekcji albo po lekcji, bo zawsze był
            jakiś wolny instrument.
              – Możesz wypożyczyć sobie gitarę – zaproponował mój na-
            uczyciel, ale się wykręciłem i powiedziałem, że sobie niedłu-
            go kupię.
              Więcej nie pytał. Miałem lekcje raz w tygodniu, bo na tyle mi
            starczało kieszonkowego. Przynajmniej do czasu…
              Do tego wrócimy.






              Znajomość z Lulą miała też inne dobre strony. Za każdy razem,
            kiedy wyjeżdżała, zostawiała mi klucze od mieszkania, żebym je
            od czasu do czasu wywietrzył i podlał jej kolekcję storczyków.


                                         14                                                                                15
   9   10   11   12   13   14   15