Page 13 - demo_ksiazki
P. 13
miejsce na ziemi z dala od starego. A z Lulą zawsze będę mógł
się spotkać i pogadać.
Nagle odkryłem, że po prostu jest mi bliska. Przez te wszystkie
ucieczki, rozmowy, brak zbędnych pytań. Mogła sobie pozwolić
na bycie taką, jaką chciała, zapewne dlatego, że miała hajs.
Całkiem sporo hajsu.
Woziła się po mieście merolem, kiedy nie miała ochoty na go-
towanie (choć, jak mówiła, kochała kuchnię), jadała w najlep-
szych restauracjach i wcale nie przeszkadzało jej to, że była –
jak określali to bardziej kulturalni sąsiedzi – luksusową dziwką.
Na początku nie rozumiałem, czym zajmuje się taka osoba jak
Lula, a potem wyjaśnił mi to Zibi, któremu z kolei rzecz wyłożył
dosadnie ktoś inny.
Dziwne, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Po prostu – to był
jej sposób na życie. Nie stała na poboczu, wabiąc kierowców wiel-
kich ciężarówek, ale od czasu do czasu wyjeżdżała za granicę
albo do jakiegoś rodzimego kurortu.
– Było nas w domu siedmioro – powiedziała kiedyś. – Cztery
dziewczyny i trzech chłopaków. A gdyby dwoje nie umarło w nie-
mowlęctwie, to byłoby nas dziewięcioro.
Może dlatego rozumieliśmy się tak dobrze – bo i ona nie
miała lekko.
Moja matka pewnie by ją polubiła. Tylko nie miały czasu się po-
znać. Lula kupiła mieszkanie obok nas, kiedy matki już nie było.
Robiła wszystko, co denerwowało sąsiadów. Karmiła na pa-
rapecie synogarlice, w upał wynosiła pod drzewa miskę z wodą,
a zimą zostawiała otwarte okienko do swojej piwnicy.
Ale tylko na naszych i na jej drzwiach nie widniał co roku
napis: K + M + B. I odpowiedni rok.
12 13

