Page 12 - demo_ksiazki
P. 12
A może po prostu nagle dotarło do mnie, że i takie rzeczy
się dzieją. Że dopóki coś nie zdarzy się bardzo blisko albo nie
przytrafi tobie, nie masz zielonego pojęcia o tym, co się wtedy
czuje. Tego nie uczą w szkole. A nawet gdyby – to nie byłby ulu-
biony przedmiot.
Chyba, żeby trafiło na jakiegoś socjopatę. Takiego jak Zibi.
A propos. W domu zastałem wiadomość od wyżej wymienione-
go – zdjęcie testu z matmy.
Był tak banalnie prosty, że mogłem napisać go z marszu. Ale
z drugiej strony – zyskałem coś więcej niż dobrą ocenę.
Mianowicie – spokój.
Wyciągnąłem z lodówki tackę z gotowym żarciem, odgrzałem
w mikrofali i zamknąłem się w swoim pokoju.
Słyszałem zza ściany, że Lula słucha swojej ulubionej muzy –
no proszę, jakbyście na nią popatrzyli, to nikt by nawet nie po-
dejrzewał, że kobitka z wargami jak Godlewska słucha Chopina.
Gdyby nie godzina, o której ojciec zazwyczaj wracał z pracy,
zajrzałbym do niej i opowiedział o tym, co się stało.
Na oko nic wielkiego, ale naprawdę po raz pierwszy od bardzo,
bardzo dawna czułem się dobrze.
Przez okno do pokoju wpadał zapach akacji, wrzaski dziecia-
ków na placu zabaw i przeraźliwe krakanie młodych wron.
To był ten czas, kiedy uczyły się latać, a pas startowy rozciągał
się akurat pod naszymi oknami.
– Nie dam się – powtórzyłem cicho. – Znajdę sposób, żeby
utrzymać się na powierzchni.
Pomyślałem o babci, która mieszkała na drugim krańcu mia-
sta, w miejscu, które skwapliwie omijałem, bo kojarzyło mi się
z matką. Pewnie znalazłby się dla mnie jakiś kąt. Nie pokój, tylko
12 13

