Page 11 - demo_ksiazki
P. 11
wielkim, niekończącym się monologiem mojego starego, jak to
matka okrutnie i bezmyślnie skrzywdziła jego i niczemu niewin-
ne dziecko.
Kiedy skończyłem jedenaście lat nagle okazało się, że jestem
podobny do matki i w jednej chwili wszystko się zmieniło.
Przestałem być biednym, skrzywdzonym chłopcem, a stałem
się wierną kopią swojej mamuśki.
Pewnie dlatego całą wściekłość przelał na mnie. Bo chyba
należał do tego gatunku ludzi, którzy siłę do życia czerpią z nie-
nawiści do innych.
Na ziemi, obok mojej stopy, leżał duży czarny żuk. Podkulił
nogi i udawał trupa, ale kiedy odwróciłem go na brzuch, natych-
miast ożył.
Nawet wiedziałem, jak się nazywa. Biegacz łąkowy. To też po-
wiedziała mi matka.
Zastanawiałem się potem, czy te żuki urządzają sobie spor-
towe zawody.
Żuk zniknął, a mi przyszło go głowy, że muszę jak najszybciej
zostać samowystarczalnym. Żebym nie musiał o nic prosić sta-
rego. Zrobię dokładnie to, co ten żuk.
Będę udawał, że jestem martwy. A kiedy ktoś odwróci mnie
na brzuch, wtedy pójdę w długą. I tyle mnie widzieli.
– Nie dam się – powiedziałem, wstając z ławki.
Wracałem do domu dziwnie lekki. Jakby ktoś zdjął ze mnie
ciężar. Czułem się – długo zajęło mi znalezienie odpowiedniego
słowa – pogodzony.
10 11

