Page 11 - demo ksiazki
P. 11

wędrowca napadło kilku złoczyńców. Zaczaili się na niego

              za drzewami, a gdy nadszedł, zabrali mu pieniądze i doby-
              tek, pobili go i poranili, a potem, zostawiwszy umierające-
              go przy ścieżce, rzucili się do ucieczki.

                Ciężko ranny człowiek leżał i czekał na jakąkolwiek po-
              moc ze strony przechodzących w pobliżu ludzi.

                Przechodził tą drogą kapłan, ale kiedy zauważył cierpią-
              cego, szybko przeprawił się na drugą stronę i ominął go
              szerokim łukiem.

                Następny  szedł  lewita  –  niższy  kapłan  w  jerozolimskiej
              świątyni. Niestety, on także nie zatrzymał się nad cierpiącym.

                Na końcu wędrował tą drogą Samarytanin, a trzeba wie-
              dzieć, że Żydzi nienawidzili mieszkańców Samarii i można
              było przewidzieć, że oni także nie darzyli Izraelitów sym-
              patią. Tymczasem jego zachowanie było zupełnie inne!

                Podszedł bowiem do niego i pochylił się nad nim.
                – Biedaku! – prędko opatrzył jego rany, po czym wsadził go

              na grzbiet swojego osiołka i zawiózł do pobliskiej gospody.
                Tam wynajął pokój, do którego wniósł napadniętego i do-

              glądał go przez całą noc. Rankiem zawołał oberżystę i rzekł:
                 – Zostawiam ci trochę pieniędzy, byś dalej zajmował się
                 rannym, aż do chwili, kiedy ten wyzdrowieje.

                    Kończąc swą opowieść, Jezus zapytał uczniów:

                      – Który z tych ludzi był bliźnim rannego człowie-
                      ka?

                          – Dobry Samarytanin – odparł jeden z nich. –
                           Okazał mu swoje miłosierdzie.
                             – Idź zatem i ty, i czyń podobnie – powiedział

                          mu Jezus.


                                             11
   6   7   8   9   10   11   12   13   14   15   16